No i co? No i gówno! Tym oto bon motem rozpoczynam kolejną serię dysput i dywagacji na temat kondycji ludzkości.
Rację miał Bauman z tą płynnością jako istnienia w wieku XXI podstawą. Ja bym poszedł krok dalej i wspomniał słówko o tym, że sraczka też jest płynna. I śmierdzi. Czyli, że zupełnie jak w pierwszych dniach maja na polskich ulicach – zaśmierdziało radośnie, a tłuste brzuszyska przelewały się z jednego boku na drugi.
Właściwie to najpierw z początkiem maja naszły mię refleksje natury teologicznej – no bo jak to jak to że Pan Jezus i Pan Bóg, a z Matką Boską wszyscy na „ty” i jeszcze jej ksywę rąbnęli – Bozia. Problematyka braku szacunku w jednym miejscu i nadmiaru w drugim smagała mnie biczem swym nierozwiązywalności około 2 dni. Potem mi przeszło, a raczej – pozostając w poetyce Kasandry Światowej Socjologii – PRZELAŁO mi się płynnie.
Wysokie temperatury sprzyjają większej aktywności towarzyskiej robaka ludzkiego co odciągnęło mą głowę od skomplikowanych zagadnień kościelnych i skierowało na jeszcze insze tory rozmyślań. Po analizie swojej postawy wobec bliźnich doszedłem do wniosku, że ja jednak wcale nie nienawidzę ludzi! Ja ich kocham!!! Kurwa ja kocham ludzi! Ludzików! Ludźków!
No bo chodzę ja Ci po świecie, ciągle podsłuchuję, podglądam, wgapiam się, śledzę, zaglądam, zerkam, wpatruje się i rozglądam bo mię ludzie nieskończenie fascynują! Kurwa nosz! Takie obrazki se dzisiej zdążyłem wynotować:
I
Świątynia bezbożnych dziwek i rozrywek – galeria handlowa Arkadia, godzina 18. Tłumy dzikie wtłaczają się obrotowymi drzwiami jakby ktoś tej Arkadii robił lewatywę tłumową (wciąż utrzymujemy się w płynnych metaforach - proszę zważyć na kunszt literacki, który aż mi półwzwód spowodował, że ja mam to wszystko w głowie tak poplątane i pospinane i głównie oscyluje wszystko wokół kupy i innych wydzielin). Wśród tych mas niewzruszona przeciska się pani zwierzająca się do słuchawki - „A ja kurwa sama jak palec”.
II
Słucham se radio. Leci audycja o kolekcjonowaniu i kolekcjonerach. Dzwoni pani i mówi: „Ja czytam od 15 lat nekrologi”. Osunałem się.
III
Stoję ci ja w robocie nad gazetą i przeglądam nekrologi, (którymi po usłyszeniu historii powyżej postanowiłem się zająć na serio) i mówię do koleżanki - nie, że najbystrzejszej – „no patrz umarła jakaś pani - Andrzeja Cichonia. Nie wiedziałem, że jest takie imię żeńskie.” „No co ty – odpowiada koleżanka przecież nie ma takiego imienia.” A ja na to niewzruszony - „Ale patrz tu jest napisane dużymi literami. ANDRZEJA CICHONIA – literuję wyraźnie i z naciskiem - to musiała być kobieta.” Koleżanka spojrzała i mówi – „O rzeczywiście. No chyba że tak”.
IV
Pan trener do klienta na siłowni w szatni – „No nie wiem - umówiłem się z nią w końcu na jutro na loda. Próbnego.” Randka marzeń co?
V
Nachylony nad bagażnikiem swojego czarnego bombowca marki Skoda - przewalam coś z torby do torby zaaferowany. Podchodzi do mnie chłopiec. Typ – najprzystojniejszy oraz najrezolutniejszy we wsi i pyta się wskazując palcem samochód stojący kilka metrów od mojego – „To pana auto? No… NIE” – odpowiadam po chwili zadumy z wybałuszonymi oczami ze zdziwienia . „Aha. A nie wie pan czyje to auto?”.
I te obrazki mnie normalnie rozdupiają na atomy no bo jak nie kochać ludzkości jak się czegoś takiego doświadcza 4500000 razy dziennie?
Tagi: obrazki, bobaski, kutaski
skomentuj (7)
AKT PIERWSZY I OSTATNI
Kerfur ekspress w Warszawie
Kierowniczka(krzyczy): Adam idzie zrobić dzieci, a Grażyna idzie zrobić psy
Grażyna(pod nosem): Adam może dzieci zrobi...
Tagi: grotowski, sutowski, cycowski
skomentuj (1)
Nie masz fejsa - nie żyjesz!
wbijać mi się tu kurwa!
Nie widział ktoś mojego nobla literackiego? To ten sam którego niedługo odbiorą rozwścieczeni Izraelici Guntherowi Grassowi. Gunther kiedyś mi go obiecał – słuchaj jak mi go zapierdolą – mówił -jest Twój. Więc uczulam żeby w razie czego mieć na uwadze, a tych co nie uczulam bo biorą np. Telfast albo Zyrtec – proszę łaskawie.
Jestem w nastroju antyaustriackim. Zawsze powtarzałem, że w żadnym innym miejscu na ziemi nie mógłby zamemłać się taki burdel jak w Wiedniu. Hitler, Freud i Sacher Torte w kształcie pijanego faszystowskiego kryptocioturzyska Jorga Heidera, rozbitego po pijoku na drzewie. I Mozartkugeln.
I jeszcze Schokoladetoertchen. Wiedeń to krain chorób psychicznych, histerii i wielkiej represji. A jak represja i instynkty nieuwolnione to człowieka nosi. A jak człowieka nosi ale nie ma gdzie go unieść to się albo zostaje kanclerzem Niemiec i fabrykuje protokoły mędrców Syjonu albo… PIECZE CIASTKA.
Jak boga kocham (chociaż nie STOP przecież nie kocham???!) Wiedeń to jedyne miejsce na świecie w którym ciastka smakują jak 1000-osobowa orgia kurew Babilonu i gwiazd porno z najdroższych wytwórni. Głowę plądrują obrazy hardkorowych uniesień, a człowiek ledwo ugryzł kawałeczek czekolady z czubeczka. Po jednym takim torciku w Aidzie kapie mi nie tylko z ryja ale i z człona.
W krainie represji należy również odwiedzić miejsca w których represja staje się ciałem i antropologiczną komunią z podniesionym z niedowierzania brwem przyjmowaną. Mariahilferstrasse – najbrzydsza i najbrudniejsza ulica centrum przypominająca bardziej Bukareszt niż stolicę odwiecznego dobrobytu oferuje czynny od 10-20 piętrowy sex shop Spartakus i można by go pominąć gdyby nie fakt, że w środku znajduje się sex kino z labiryntem kabinami i gloryholami.
To miejsce w którym represja przybiera kształtów namacalnych i wzwiedzionych. Miejsce ostatecznego poszerzenia horyzontu i uniwersalnej metafory Wiednia. Wejście w kino (10 EUR wjazd jednorazowy płacony przy kondomacie) równa się zderzeniem z sumiasto-wąsatym panem wzrostu krzesła z wysokim oparciem, urody nieco od krzesła bardziej nachalnej (czy mniej – chodzi mię gjeneralnie o to, że brzydki jak zmutowany pruski żołnierz), kolejnym panem wyglądającym jakby się zasiedział (sądząc po jeansowym anoraku do kina wszedł ok. 1989), i kolejnym panem który ewidentnie odnalazł sposób na każdy dzień późnej emerytury (a kto wie może i wiecznego spoczynku). Zrobiwszy kółko po obiekcie człowiek ma wrażenia trochę jak z teledysku lejdi gagi - z jednej z porno-kabin z dziurą umożliwiającą ssanie człona sąsiada wysuwa się niepełnosprawny mikrus w kasku poszukujący dłonią swojego wózka, który zostawił na korytarzu. Po drugim kółku zauważam niezwykły ruch do kina wbiega niespokojny młodzieniec trochę kwęka, trochę stęka chodzi dookoła szukając miejsca do spuszczenia ładunku – rzecz w tym że jest to typ A1 młodzieńca typowy produkt wschodniej rzeszy – wyparty zdenerwowany kryptokolega/żanka. Młodzieniec robi 4 nerwowe rundy a zanim tłum przybłęd jak karnawał dzwonnika z Notre Dame biega –w lewo, w prawo do przodu do tyłu na boki.
Gra jest misterna i wiele ról jest do odegrania:
a) Młodzieniec musi być z twarzy 100% niezainteresowany innymi panami (choć w sumie gdyby był zainteresowany to można by się naprawdę zadziwić coż za osobliwe hobby).
b) Tłum przybłęd musi latać po całym kinie i osaczać młodzieńca próbując odgadnąć jego ruchy i plany i decyzję gdzie i kiedy zdecyduje się zrzucić ładunek.
c) Młodzieniec musi dostać nagłego przyspieszenia i ekspresem wkroczyć do jednej z kabin z ekranem pod sufitem i dziurą w ścianie.
W szczególne osłupienie wprawił mnie zwinny pruski żołnierz o którego się potknąłem wchodząc do kina – żołnierz te otóż ze zwinnością małpy wysunął się na czoło pościgu za młodzieńcem i pach zatrzasnął się w sąsiedniej kabinie.
Oczekując nieubłaganego, mlaskającego finału akcji (para naprawdę nie do podjebania trzeba oddać młodzieńcowi że wyparcie musi być naprawdę mocne jeśli aż tak nie zwraca uwagi i aż tak jest mu obojętne) przydarza się rzecz już trochę z Topora Rolanda czy innego Kafki otóż w sekcji kabin z dziurami pojawia się pani Gretchen w granatowym fartuchu z wielkim wiadrem mopem i rękawicami jak do fistingu, zapala światło i oznajmia – jetzt machen wir eine Pause bo ona musi putzen putzen.
Gdyby podłoga nie była cała w ludzkim genotypie to bym się
na nią osunął. Zrezygnowany młodzian, pruski żołnierz i pan w kasku siedzący
na wózku inwalidzkim jako doskonała trójca, herb wiednia, alegoria i
wszechmetafora rozpoczęli kolejną nerwową rundę taneczną, podczas gdy Gretchen ładowała niezmordowanie po podłodze robiąc mopem takie mutacje genowe, że jakby KGB się do tego dorwało albo
Iran to by bez problemu dwugłowe i ośmiorękie homoseksualne Uebermensche wyhodowali
i rase ludzką zmietli raz na zawsze.
Aż się prosi jakaś historia o wytrysku na koniec ale jako że mówimy o mieście represji - WYTRYSKU NIE BĘDZIE. Założyć się mogę że młodzieńcowi z człona wetkniętego w dziure zamiast fontanny spermy wypłynęła z cewy złowroga kropla gęstego, czarnego kwasu, a następnie wypełzły dwa motyle, które usiadły prusakowi i Gretchen na nosach.
Tagi: wiedeń, sexytime i wogle!
skomentuj (8)
Jak żyć Panie premierze? Jak żyć? Byłem dzisiaj u pani szamanki. Oczyszczała mię energetycznie z przyklejonych do mnie w różne miejsca bytów demonicznych.
Zastanawiam się czy jeśli byłyby to odbyty demoniczne to czy odesłałaby mnie do duchowego proktologa? Anus Mundi u proktologa. To by dopiero było.
Ale ale dzisiaj nie będzie duchowo i spirytualnie czyli o dupie bo jak wspomniałem wcześniej kosmiczna lewatywa przeorała mą głowę i wieje w niej i przeciągi i pustką zionie. Będzie naukowo natomiast i filozficzno-społeczno-socjologicznie. Moje otóż antropologiczne zacięcie znalazło żyzne podłoże - zwyczaje i obyczaje głodnych sukcesu i prestiżu mieszkańców stolicy w korporacjach firm pracujących. Niewygodą pewną ale i zaletą jest fakt, że rzeczona obserwacja moja jest głęboko uczestnicząca no ale jak się chce Gąkąrta i pulicera to należy się nurzać w jakimś perwersyjnym Stanisławskim stylu inaczej ni chuja.
Obzerwejszyn namber łan.
Sracz. A miało nie być o duchowości czyli o dupie! W każdej korporacji po godzinie 13 intensyfikują się wycieczki do kibla. Wiadomo – pojedli to teraz muszą trochę posrać. I srają jakby nie było jutra – przysięgam na wszystkie świętości. Jestem przekonany że korporacje w godzinach 13-15 produkują 95% dziennej masy kałowej stolicy. A w czym rzecz? Załóżmy, że ktoś się wysra. Porządnie. Podelektuje się przy tym zapachem rozpoznając w nim części ubiegłych posiłków. Zapach pozostanie, wysrany udaje się do biurka bo ma coś jeszcze do niezrobienia (wszak 15 wybiła to jeszcze dwie godziny mu zostały tylko nierobienia. Na przykład niepisze maila albo umówi się brak spotkania) A ZAPACH GÓWNA W POZOSTAJE i sprytnie rozprzestrzenia się po całej toalecie. Wchodzę wtedy dajmy na to ja z zamiarem moczu oddania. No muszę bo się zleję w gacie więc nie bacząc na smród -oddech biere głęboki głowę z kibla wystawiając na momencik i oddaję mocz kontemplując dla relaksu brzoskwiniowy kolor mojego penisa, odznaczający się na tle nienagannej bieli muszli klozetowej. A po zakończeniu akcji, gd y myję ręce i resztki tlenu nieugównianego z płuca wypuszczam - wchodzi następny sracz ,okiem się spotykamy i przelewa się przez moją duszę skrępowanie bo smród mojego poprzednika, choć żem niewinny, przypisywany jest natychmiast MNIE. Wycofuję się pospiesznie bo co mam zrobić - przecież nie będę chłopa zapewniał słuchaj słuchaj to nie ja się zesrałem. Ja jem płatki róż i moja kupa nie śmierdzi a poza tym spuszczam wodę w trakcie srania więc odór rozgościć się nie zdąży.
skomentuj (5)Wczorajszy dzień charakteryzował się niezwykłą chęcia do poniżenia mnie z nieznanej przyczyny. Kosmiczna sprawiedliwość? Krzyż Pański? Karma? Dharma? Ewa Farna? Kurza Ferma?
Nie wiem! Chciałem sprawdzić w góglu ale aktualnie znajduje się w pociągu Wrocław – Warszawa który to jest kapsułą czasu – paradoksem i klopsem. Choć porusza się on w przestrzeni roku 2012 niechybnie do warszawy to wnętrze pierwszej klasy TLK wskazuje jednak na to, że nastąpiło zakrzywienie czasoprzestrzeni i jadę gdziekolwiek w Polsce dokądkolwiek w okolicy kwietnia 1988, a wiadomo powszechnie, że wtedy jeszcze internetu nie było.
Dzien wczorajszy – gdyby nie konfrontacja ze swiatem zewnętrznym bylby niewątpliwie blyskiem perfekcji. Refleksem absolutu szczesliwosci. Pieknie zaczęty kawami sniadaniami i ogólną harmonią właściwą gdy wtyczka w kontakt i jest zasilanie. Nespresso - łotels, George Clooney, świeżość pasty do zębów Signal WHITE NOW! Obiecująca wybielenie szybsze niż seks w miejscu publicznym, suchy ręcznik na ciepłej rurce w łazience – czegóż można chcieć więcej gdy nie ma się podzielników ciepła i ryczałtem płaci kwotę tę samą za dowolne przykręcenie zaworu z ogrzewaniem w mieszkaniu? Pomarańczki kwitną w doniczce „ah jak ty to robisz że one tak Ci kwitną?”, bose stópki odklejają się mlaśnięciem od niedrogich – w cenie promocyjnej paneli z każdym krokiem spacerowego densu mieszkanioweekendowo-porannego.
Akt II zmiana scenerii – rower, ścieżka rowerowa i pan w ciężarówce popełniający wykroczenie pierwszeństwa wymuszenia prawie mnie rozjeżdżając i po zwyczajowym wrzuceniu mu „ jak jedziesz baranie” – wali mi bluzgiem. Bluzg jak karma odbija się ode mnie i wraca do niego w postaci tradycyjnie polskiego „WYPIERDALAJbaranie” podpartego środkowym palcem. Na co pan jadąc równegle do ścieżki wyciąga teleskopową pałkę metalową i machnięciem rączką ją rozkładając obiecuje, że się jeszcze mną zajmie i tą pałką dokona kiedyś jakichś czynów na mnie.
Tak se myślę od razu i pytam – jak żyć panie premierze? najpierw chcą rozjechać, a potem jeszcze mają pretensje, że się nie dał rozjechać i się nie boi odbluzgać?!!!!
Druga była żulica w ilości dwóch sztuk, które to wlokły się chodnikiem z taką gracją i takim rozmachem, że ni chuja. Przejść, przejechać, podkop zrobić - no nie wiadomo. I jak to żulice na moje uprzejme „przepraszam” - pyta się mnie „a co kurwa ulicy nie ma?” Już nie dyskutowałem tylko powiedziałem, że nie ma i pojechałem dalej. Prawdę powiedziałem – nie ma ulicy jak idzie nią Ż-ULICA. A żulica swoją godność ma i obrażać się nie pozwoli jakimś ``chamskim „przepraszam”. A swoją drogą godność żulicy to jest piękna sprawa – temat na osobną dywagację i porządne rozkminienie.
Trzecim aktem nienawiści świata zewnętrznego wobec mnie była determinacja tramwaju żeby nie przyjechał. Nawet nie będę jakoś analizował bo jak się dowiedziałem od takiego jednego wrocławskie tramwaje to istoty stadne i lubią w grupach po piętnaście jeden na drugim podróżować.
Kulminacją jednakowoż niewątpliwą był powrót z zakupu żarcia tramwajem – jeden raptem przystanek. Skasowawszy bilet oddałem się żarliwie lekturze znienawidzonej przez najtolerancyjniejszy naród świata gazety wyborczej – żydowskiego okólnika i propagatora cholery i innych chorób wenerycznych. No i czytam tak Michnika który – choć nie lubię za Bojarskiej gnębienie – z sensem pruł po litewskich fobiach a tu nagle rozdziera mą nogę prawą ból świadczący o tym że niechybnie 3 tonowy słoń na szpilkach o fi 4 nanometry u zwieńczenia przebił mi właśnie palec na wylot. Udarłem się na cały tramwaj aby nikt nie miał wątpliwości, że ma do czynienia z osobą nierówną umysłowo i podniosłem wzrok znad gazety. Otóż jakiś krzywo utapirowany skarlały damski wór skórno mięśniowy, który zamiast chwycić krzywą rączką się czegoś podczas jazdy miejską komunikacją był uprzejmy klepać komcie na fejsie rączkami obydwiema – a jakże – w związku z powyższym zupełnie nie mogąc się trzymać. Jako że noga słoniowa i o dziwo nie w szpilce ale płaskokoślawo w kozaku z twardym płaskim flekiem – to jak łupła mię tym ciężarem lecąc do tyłu TO ŻEM ZOBACZYŁ WSZYSTKIE GWIAZDY. Bo moim AUUUUUUUUU rozległo się obrażonawe „przepraszam” a po następującym jeszcze jednym „o raaaanyyyy” (tak. Otóż wydobyłem z siebie dwa okrzyki i drugi brzmiał „o rany”) nastąpiło jeszcze bardziej fochowe przepraszam. Bo jak to kurwa jest że ona jużdwa razy mnie przepraszam a mnie to śmie boleć i jej obciach robić w trełeju gdy on na impre i tą nóżką trochę powywijać do najnowszego hitu Rijany albo innej? A jak dobrze pójdzie to ta nóżka i od drugiej nóżki się na chwile oddali w celu ugoszczenia kolegi z roku?
Pomyślałem sobie idzie Wielkanoc więc to pewnie jest jakaś droga krzyżowa. Nie będę już rozmyślał tylko przyjmę ciosy z pokorą – złowrogiego pana z furgonetki, krówska ze stopą płaskokoślawą, żulicy i po prostu jak wejdę do chaty to już z niej wychodzić nie będę to będę miał gwarancję że napadnięty nie zostanę, a i miłe słowo se do lustra szepne na pohybel światu kurewskiemu.
skomentuj (1)
Co pare miesięcy zastanawiam się nad odpowiednio dramatycznym wyjaśnieniem przyczyn mojej nieobecności. Nie mam złudzeń co do tego, że chuja to kogokolwiek obchodzi - niemniej jednak jednakowoż i ponieważ KAŻDEN chce się poczuć w życiu ważny i potrzebny. Nie bez znaczenia jest z warszawska zaciągniecie słowem KAŻDEN bo los kurwa dla mnie niełaskawy oj niełaskawy oj nie -niczym praca nad translacją Finneganów trenu. Albo niczym Finneganów trenu w polskim przekładzie lektura. No i bla bla bla bla bla tu się to wydarzyło tam się tamto wydarzyło, co chujow sto i rzuciło mną tymczasowo na stolice w glorii chwały oksymoronu awansów poziomych obietnicy luksusu, dziwek męskich, kokainy, lidokainy i kokolino zmieszanych w równych proporcjach, z wisienką i syropem z grenadiny.
Są i sukcesy nie powiem. Moja znajomość hiszpańskiego poszerzyła się o komplet modlitw ojczenaszzdrowasmariowierzewboga ugiąwszy się pod prymatem dojmującym katolickiej spuścizny i majestatem nuncjusza apostolskiego, prymasa, kutasa i bobasa rzekłem memu nejtiw spikerowemu profersorowi – dyktuj! Odbyliśmy wspólnie podróż w dzieciństwo poczucia winy i wiary w bozie jako mateczkę siedzącą na suficie i klepiącą po pupie Jezusa. Sukcesy również odtrąbiłem na polu znajomości wulgarnych wierszyków oraz chamskich rymowanek z cyklu na twoje jedno słowo mam swoich 14 i każde ma coś wspólnego z rypaniem. Sukcesy na polu zawodowym hohoho niemałe – z moim udziałem miała miejsce po katorżniczej napierdalance siwowłosoindukcyjnej po 14 godzin dziennie transformacja oraz redefinicja pojęcia nieróbstwa. Wyobraźcie sobie otóż 5 miesięcy w hotelu czterogwiazdkowym połączonego z majestatycznym przemieszczeniem się do miejsca zawodu wykonywania na co składało się: od 9.30 – 13.00 pogłębiona analiza społeczna na podstawie 3 wydawnictw codziennych papierowych połączona z przyjęciem 90 ml. kawu. 13.05-15.00 Spożycie obiadu ostrożne i niezaszybkie zgodne z pranajamicznymi wskazówkami. Wykonanie kilku połączeń telefonicznych od 15.05 – 17.00 w celu zreferowania przemyśleń powstałych i nagromadzonych podczas czynności wykonywanych od 9.30 – 13.00. Aby nie obciążać pracodawcy defekowałem poza godzinami pracy. Jeśli ktoś szuka poszerzenia pola świadomości za pomocą technik oddechowych, jogi, diety i lewatyw – nie tędy droga. Sto dni według wyżej wymienionego scenariusza rąbie czaszkę z tak epickim rozmachem i prasuje zwoje z takim zapałem, że czuję głęboko w śledzionie. Oświecenie się dokonało. Jestem człowiekiem kompletnym KRÓLOWĄ nowej pokrętnej duchowości która brakowi duchowości jakiejkolwiek jest. Pamiętajcie PŁYTKOŚĆ JEST NOWĄ GŁĘBIĄ, a NIC NOWYM WSZYSTKIM! Wiedzę posiadając rozległą na temat mechanizmów rządzących myślą rewolucyjną – postanowiłem za życia tworzyć artefakty aby współwyznawcy podążający ścieżkami oświecenia opracowanymi przeze mnie mieli łatwiej. Pierwszymi oficjalnymi relikwiami są wyroby z plasteliny marki Tesco – 8 kolorów nietoksycznych. Martwie się tylko żeby nie oświecać się za bardzo bo w opracowywaniu nowych ścieżek oświecenia ku wygodzie klientów i mając w pamięci fakt że tyle krawiec kraje ile mu materiału staje potrzebuję być w miarę nieoświecony bo trudno oświecać się będąc oświeconym. Dzisiaj się kurwa zeruje - mne sę mózg jakimś niefartem - nowa książka Beaty Pawiikowskiej mnie tak dokurwiła od trzeciej części że właściwie jestem prawie gotowy i mogę nowe ścieżki kręte do pana prostować. Seksem najchętniej bym teraz jakoś podziałał bo wiadomo czas leci i zanim sromota i grzyb libido porośnie trza by coś opracować. Musi tutaj być jakieś połączenie bo w końcu powszechnie wiadomo że jak pocierasz jedno o drugie to jedno albo drugie się w końcu zatli, zadymi i zaświeci. A od zaświeci do oświeci to już tylko jakieś literówki dzielą…
Tagi: bełkot, skok, zbok, kok, warkocz, furkot, warkot
skomentuj (1)
Fenomenem niezgłebionym pozostaje dla mnie instytucja mężczyzny. Nie żebym sam nie był – jestem i bardzo lubię – nie powiem. Że męski gatunek generalnie fajny i z zasady do wyruchania to powszechnie wiadomo. Zaznaczyć należy oczywiście że generalnie. Bo jak już się zależności geograficzno-polityczne, psycho-społeczne, narodowościowo-mentalnościowe oraz inne dobrze brzmiące dwuczłonowe czynniki pod uwagę weźmie to obraz jawi się marniejszy.
Ze względu na to że “TU JEST FOLSKA” (jak krzyczeć się zdawał ostatnio na pochodzie były premier) zająć się chciałem zdecydowanie mężczyzną polskim, a właściwie cechą jego subgatunku. Chodzi mię o OBUW.Oszczegam, że typologia jest skomplikowana i wymaga niezwykłej biegłości i plastyczności umysłu – niecierpliwych odsyłam do ostatniego akapitu podsumowującego.
Obuw męski w Folsce dzieli się na:
1. Sandał w ilości podgatunków dwóch:
1a) Plastik czyli Kubota – obowiązkowo w granacie z podkreślającą linię białą aplikacją dobry i na siłownie i letni spacer po molo i do pracy fizycznej.
Każdy z powyższych wariantów istnieje w dwóch niezależnych od siebie wersjach znanych całemu światu czyli ze skarpetą lub bez. Tomy opasłe analiz o tym napisano więc mi się nawet nie chce tykać tego zjawiska patykiem.
2. Pantofel trumienny – Jego historia jest dluga bolesna i skomplikowana. W zależności od dziejów polskich garderób, których influencje bądź turecko-swetrzane, bądź przaśno-low quality made in Sri Lanka - czub pantofla trumiennego wydłużał się bądź skracał, ostrzył bądź tępił kształt młota przybierając a płaszczyzna trąca przód kierowała mocniej do góry bądź nie.
3. Adydas czyly obuwia sportowe
3a) sportobuw na każdą okazję
3b) sportobuw nie na każdą okazję noszony na każdą okazję
3c) sportobuw na żadną okazję noszony na każdą okazję
3d) sportobuw znoszony z okazji każdej okazji – unaszano-donoszany na siłowni
Adydas podobnież jak sandał może w dwóch postaciach niezależnych od siebie występować – czyli w postaci jebiącej bądź niejebiącej z zaznaczeniem, że postać niejebiąca jebie tylko trochę mniej od jebiącej, która to jebie jak komnaty pałacu szatana w samym sercu piekła.
4. Kłapciuchy
Kłapciuch jest bardziej rytuałem niż obuwiem służy do kłapciuchania po domku. Choćby był od armaniego to i tak kupiony został za 6,9 ze stołu pokrytego ceratą gdzieś na ruchliwej ulicy któregokolwiek folskiego miasta. Kłapcianie w kłapciuchach jest dziedziczne i rozwija się jak choroba zakaźna widoczne jest to zwłaszcza w trakcie odwiedzin u kłapciających którzy to natychmiast rozkazują kłapciać innym w pieczołowicie składowanych na tę okazję kłapciuszyskach. Temat szeroko opisywany w mediach – chyba już tylko w tej sprawie nie zabierałem głosu ja i Jadwiga Staniszkis. Ja mam z bańki – a Ty Jadźka się sprężaj.
Niezależnie od tego jaki typ na folskiej męskiej się znajdzie – warunkiem pierwszorzędnym i niedyskutowalnym jest buta UJEBANIE i UCZŁAPANIE.
But nie może być czysty, pal licho wyprany w pralce. Tak, tak wiem, nie pierze się butów ale czy w związku z tym muszą być ujebane?? . Jeśli podeszewka gumowa biała to musi mieć smugi jakby właściciel mieszkał, pracował i odpoczywał w miejscach, których podłogi są pokryte równomiernie cieniutką warstewką GÓWNA. Ja nic nie sugeruje – kolory ujebanych podeszew mówią same za siebie. Polak i polska gówniano brudnym z postrzępionymi sznurówami butem stoi.
Kolejnym aspektem jest mutacja i kształt samego obuwia. Zaczynam podejrzewać że moi rodacy w znakomitej większości podczas porodu wyciągani byli rozrzarzonymi obcęgami za stopy i w związku z potwornymi deformacjami w skutek tego powstałymi buty wyginają, zadeptują, mordują i zamęczają (wytrwale przy tym na powierzchniach gównem pokrytych tańcząc irlandzkie tańce ludowe). Bo co innego może być przyczyną ich obuwia sromoty? Z pewnością nie to, że w życiu nie kupili sobie wkładki profilowanej - to na pewno nie w tym rzecz.
Ostatnim aspektem - koronującym jak ciernie głowę umęczonego - jest SMRÓD. cap, fetor, ujeb, wyświn, śmierd, pierd, rzygowoń, ścierwoaromat, trupopachnidło, gównoperfumy. Dieta + skarpeta raz na tydzień + mycie raz na 3 dni i czas użytkowania jednej pary folskich kierpcy sięgający 4 pokoleń na pewno nie gra tutaj roli. Pewniej jest to spisek kultury śmierci promującej aborcję, eutanazję i popierającej homoseksualistów z czystymi butami. Spisek mający na celu zamycie Folaków na śmierć!!!!
Konkludując - aby but został wymieniony musi minąć 300 lat, wybuchnąć kilka rewolucji, złoty się musi zdenominować co najmniej trzynaście razy i wtedy folak płci męskiej podejmuje decyzję o wymianie. Rozczulający jest widok kolesia w obsranych, rozpadających się walonkach mierzącego buty w sklepie. Czy widział ktoś w ogóle w polsce kolesia mierzącego buty samemu nie będąc obutym w wydrążone, nadgniłe martwe skunksy które znalazł rozjechane przy autostradzie???
Tagi: obuwie, prawdziwy polak, ubu król, folska
skomentuj (8)
W atmosferze ogolnego zachwytu nad prawidłowością funkcjonowania polskich kurew państwowych mediom umknęła rzecz o wiele bardziej istotna!
Oczywiście chodzi mi tu o moja jazdę pociągiem z Poznania do Wrocławia liniami IR, która właściwie nie jazdą była, a wypasionym lotem! Sufit przedziału, w którym miałem przyjemność (jak się okazało) podróżować, wymalowany został farbą olejną. Obficie, po pańsku, z zaciekami jak sam skurywysyn i motywami zwodniczymi np. pieczołowicie zapacianymi farbą naklejkami i napisami przy pokrętłach tuż przy oklejonym tasmą ochronną obsranym pudełku głośnika. Wartością dodaną były takie chlupsy i pojedyncze mazy na ścianach - gdzie malarz ewidentnie zmęczony już był. No motywy to łamigłówka interpretacyjna total. Anda Rottenberg by nie dała rady.
Dodać należy, że nie to spowodowało mój lot – sufit wymalowano najwyraźniej tuż przed wjechaniem pociągu na stację bo lepki był jeszcze i rypało rozpuszczalnikiem tak, że czułem się jak gwiazda porno z głową w wiadrze z poppersem, rozluźniająca mięśnie przed ostrym analem na 15 batów.
Jako, że pociąg zapełnił się chmarą ludzi skutecznie zatykając wszystkie drogi odwrotu oprócz okna, które otwierało się tylko trochę - postanowiłem poeksperymentować z odmiennymi stanami świadomości i wśród ućpanych już konkretnie współpasażerów dałem się porwać narkotycznym wizjom. Polacy wszak wielki naród i wie co robi – skoro nikomu nie przeszkadzało to czemu mnie miałoby oburzać. Co se uinhaluję to moje wszak nie?
Jak wytrzeźwiałę to tak se wykoncypowałę, że jakbym pracował w IR to taki wagon bym po prostu umył. Ale pewnie wody nie było, a stała farba i dwóch najebanych związkowców na zwrotnicy to se manadżer jakiś poskładał do kupy i WYDAŁ DYSPOZYCJĘ, pod wrażeniem urody nowego ministra transportu będąc, choć pewnie i z obawy przed posturą atletyczną a jakże.
Tagi: azyl, pederasta, amyl, protoplasta, ćpuny, haluny
skomentuj (0)
Mam ostatnio problem ze swoim życiem – kryzys wartości bym rzekł.
Jako czlowiek skłonny do ryzyk bardzo wysublimowanych (igram sobie z losem na przykład irygując dziąsła aż do ich krwawienia, kupuje buty odrobine za małe licząc, że się rozejdą, biorę kredyt na ćwierć miliona złotych identyfikując się co prawda swoim ale jakże nieważnym dowodym osobistym) - mam wielką potrzebę radykalnego wzbogacenia swojego życia duchowego. Było już wszystko – Ho opononono, kurs cudów, medytacja transcendentalna, ajurwedyjskie techniki oddechowe, sri sri ravi shankhar, osho, ken wilber, eckhart tolle, joga taka, joga sraka, joga owaka, masaż balijski, shiatsu, qi gong, tai chi, tai chi chuan bozia wie co jeszcze i kurwa wciąż oświecenie, spokój ducha i postorgazmiczna błogość nie nadchodzi.
Co zrobić jak żyć dlaczego tak uwiera?
Otóż w chujowej ludzkiej kondycji życiowej najbardziej zajebiaszczo dotkliwie odczuwa się swą wobec świata i losu samotność. Trzeba na przeciw tej prawdy stanąć, pierś odsłonić i na spotkanie z nią w postaci pędzącej ciężarowki wyruszyć.
Bo odpowiedzi nie w księgach uczonych, wiedzy mistycznej, w naukach mistrzów Zen – odpowiedź we wnętrzu swem!
no więc co robić? ZAPROSIĆ TRZEBA GOŚCI!!!
Żachniecie się pewnie w tym miejscu – Ah gdyby to było takie proste świat wielką prywatką byłby.
Otóż nie ćwoki barany CWELE i PEDAŁY (modne ostatnio słowa, a ja zawsze jeśli chodzi o słowa staram się używać tych z bieżącego sezonu) Zaprosić trzeba gościa W siebie. DO środka. Wskazać którykolwiek otwór (choć antropologicznie można wysnuć, że najlepiej będzie otworzyć buziunie szeroko bo tamtędy zwykle to o co mi chodzi (sic!) - wchodzi) i powiedzieć heloł mój czarny panie.
Tak – proszę nie regulować odbiorników - zaprosić trzeba SZATANA!!!
Rym aż się ciśnie – np.: zaprośmy szatana bo tak chce jego mama - rym nie odda wszak powagi sytuacji – wracamy więc do meritum sprawy. Nową duchowością – nowym oświeceniem i na troski wszelakie panaceum to nasz Czarny Pan. Stan opętania według moich obliczeń powinien sprawnie i skutecznie rozweselać, a nawet jeśli nie to filozoficzno-kosmogonicznego poczucia samotności powinien na zawsze pozbawiać, czyż nie?
Można mi wmawiać że kiepski żart, że dowcip z wiekiem przytępiony, żem kalka, ksero ksera z zepsutej maszyny z tonerem na wyczerpaniu ale teoria jest spójna i jak się aspekty wszystkie swej gościnności przeanalizuje – bardzo bardzo korzystna.
Jakież są więc jeszcze zalety wynikające w prostej linii z opętania?
Można bezkarnie walnąć w gębę dziecko gdy poprosi “Padre, pobłogosław mi lalke” (vide akt kinematograficzny z Anthonym Hopkinsem – moment rąbania dziecko w gębę mogę oglądać na okrągło.
Można też publicznie szczać mówiąc “wszyscy zdechniecie” (kto by się oparł urokowi i potędze takiej maniery)
Powszechnie znane z egzorcysty zdolności akrobatyczne (jako dziecko marzyłem o karierze baletowego tancerza) – nie obrażę się na wykręcanie głowy, o 360 stopni i bieganie po sufitach. Szpagaty robie więc mogę dołączyć do aktu na suficie.
Kwestie garderoby zdają się oscylować wokół ulubionej mojej czynności na którą nigdy nie mam dość czasu – należy paradować w pidżamkach i nocnych koszulach (znowu Anthony i laska z egzorcysty się cisną jako przykłady najbardziej jaskrawe)
Opętanie zapewnia diete i częste metamorfozy (vide Iza Scorupco, oraz Emily Rose) – dla osób niespełnionych teatralnie normalnie niebo.
Będąc opętanym mamy duże szanse na pojawienie się Keanu Reevesa który z naszymi goścmi będzie się chciał zmierzyć udając Constantine (oczywiście na skuteczne działanie nie można mu pozwolić ale kawkę z Keanu – zawsze).
Opętanie może być też pomocne bardzo wąskiej co prawda grupie zawodowej ale zawsze – chodzi o pisarzy tworzących w językach biblijnych – pamiętacie film Stigmata? Tam laska nie miała żadnych problemów i jechała po aramejsku. Chociaż nie zaraz ona nie była nawiedzona przez szatana tylko przez bozie. Hmm. No dobra ale te dzieci na youtubie co zasuwają po łacinie podczas egzorcyzmu generalnie potwierdzają słuszność mojej tezy więc niech się stygmatycy gonią. Albo nie- niech się nie gonią o nich bedzie innym razem.
Oburzanie się, mamrotanie “on nie wie co mówi” to bez sensu – rzecz w tym że ja wiem co mówię bo konsumentem kultury masowej jestem, horrory oglądam, youtuba łoję i dać się opętać próbowałem.
Leżałem na łóżku, namalowałem sobie nawet PENTAGRAM z bitej śmietany na brzuchu a pod spodem ułożyłem napis “Herzlich Wilkommen” z czekoladowych M&Msów - wszak nigdy nie wiadomo - Annelise Michael podobno opętał duch Hitlera. Jęczałem i śpiewałem “Ave Satan” na melodię popularnych pieśni religijnych I NIC. NIC NIC NIC.
Szatan nie zechciał przyjść. Nawet nie zagadał. Próbowałem go sprowokować mówiąc brzydkie rzeczy o jego mamie (wiecie nawiązując do rymu kilka akapitów wyżej). Dalej nic.
Jak to jest ja sie pytam, że podobno czycha na każdym kroku i wystarczy drobny gest, grzeszek, wieczorna masturbacyjka i on już w blokach startowych szykuje się wtargnąć, a tu tak ewidentna sprawa lekceważenia i dla przykładu chociażby warto coś zdziałać.
Próbowałem wziąć go z zaskoczenia np. znienacka wywalając białka do góry i sycząc Maaa RIIIII Jaaaaaaaa (tak jak Annelise Michael) – też nic.
Prosiłem, błagalem, krzyczałem, nawet się na pare godzin nawróciłem i byłem żarliwym katolikiem co było bardzo trudne bo powszechnie wiadomo że boga nie ma. Podobno łatwiej szatanowi zaatakować głęboko wierzących – taka jakaś zwodnicza technika marketingowa- tzw. CZARNY PR. Prosiłem więc czarnego pana aby tylko zechciał.
Otóż nie zechciał.
Wracam więc smutny do empiku do działu psychologia/poradniki i smętnie wertować będę złote teorie wewnętrznego spokoju z jeszcze większą rezygnacją smutkiem i sromotą. A w następnym odcinku do dup dobiore się stygmatykom.
Tagi: wiertarka, kolagen, krzemionka, serpentyny, kulomiot
skomentuj (1)